Antek urodził się we wsi nad Wisłą. Wieś
leżała w niewielkiej dolinie. Od północy otaczały ją wzgórza spadziste,
porosłe sosnowym lasem, a od południa wzgórza garbate, zasypane
leszczyną, tarniną i głogiem. Tam najgłośniej śpiewały ptaki i
najczęściej chodziły wiejskie dzieci rwać orzechy albo wybierać gniazda.
Kiedyś stanął na środku wsi, zdawało ci się, że oba pasma gór
biegną ku sobie, ażeby zetknąć się tam, gdzie z rana wstaje czerwone
słońce. Ale było to złudzenie. Za wsią bowiem ciągnęła się między
wzgórzami dolina przecięta rzeczułką i przykryta zieloną łąką. Tam
pasano bydlątka i tam cienkonogie bociany chodziły polować na żaby
kukające wieczorami. Od zachodu wieś miała tamę, za tamą Wisłę, a za Wisłą znowu wzgórza wapienne, nagie. Każdy
chłopski dom, szarą słomą pokryty, miał ogródek, a w ogródku śliwki
węgierki, spomiędzy których widać było komin sadzą uczerniony i pożarną
drabinkę. Drabiny te zaprowadzono nie od dawna, a ludzie myśleli, że one
lepiej chronić będą chaty od ognia niż dawniej bocianie gniazda. Toteż
gdy płonął jaki budynek, dziwili się bardzo, ale go nie ratowali.